Ostatniego dnia pojechałyśmy jeszcze na skraj miasta, do dzielnicy Hawle. To miejsce, gdzie wielu ludzi żyje w skrajnej biedzie – tuż przy rzece pełnej krokodyli i wysypisku śmieci. Ich domy zbudowane są z gałęzi, kawałków blachy i wszystkiego, co uda się znaleźć. Z tego miejsca też przychodzą do nas kobiety z dziećmi. Odwiedziliśmy Lin (kobietę ktora 2 dni wcześniej urodziła piękną córeczkę).
To był trudny, ale bardzo ważny dzień. Patrząc na warunki, w jakich żyją całe rodziny, jeszcze mocniej uświadomiłyśmy sobie, jak wiele znaczą dobroć, solidarność i nadzieja. Wracamy z sercem poruszonym i z przekonaniem, że nawet najmniejsza pomoc może zmienić czyjeś życie
Łapiemy ostatnie chwile, zanim znów wrócimy do swoich codziennych obowiązków. Cieszę się tym wspólnym czasem, rozmowami, śmiechem i tymi małymi momentami, które tak łatwo umykają, a zostają w sercu na długo.



















